WITAJ…

…w Krainie Słów, którą władają Poezja i Proza. Zgodnie z tutejszym zwyczajem zapraszam cię na wykwintne przyjęcie wśród najznakomitszych osobistości. Ponieważ pojawiają się tutaj incognito, zachęcam cię do śmiałości. Nie bój się inicjować kontaktu, wszyscy nastawieni są życzliwie. Z pewnością nawiążesz tutaj wartościowe znajomości. Nie chciałbym plotkować, ale podobno ktoś spotkał spacerującą po jednym z  salonów Prawdę. Zanim ukazała się reszcie towarzystwa miał przesłonić ją gęsty dym, który niestety nikomu się nie przedstawił. W ogóle, zachowywał się bardzo niekulturalnie, nieprzyjemnie pachniał i brudził sadzą obrusy. Aby pozbyć się tego napastliwego złoczyńcy otworzono okiennice. Towarzystwo odetchnęło z ulgą, ale zaraz, chwila, moment… wraz z dymem znikła także Prawda!! A może uciekła już wcześniej, przeczuwając jego nadejście? Albo podążyła w krok za nim? „Chyba, że nadal gdzieś tu jest, a dym tylko pomógł jej się ukryć?” zauważył dystyngowany jegomość z kozią bródką, noszący okulary w okrągłych oprawkach. „Czy to jakaś gra towarzyska?” wyparowała głośno rozbawiona damulka przeciskając się ku centrum. I tak spontaniczna wrzawa wypełniła salę, aż pod sufit. Goście spierali się o los Prawdy. W końcu, skonsternowani rozpoczęli poszukiwania. Przewracali krzesła, odsłaniali ciężkie welurowe kotary, buszowali w zacienionych zakamarkach. Jakaś niezdara potłukła kilka kryształowych kieliszków wypełnionych schłodzonym szampanem, a brzuchaty jegomość o pospolitej powierzchowności korzystając z zamieszania capnął w połę ledwie co napoczętą butelkę szwajcarskiego koniaku. Zdenerwowani gospodarze postanowili przepędzić całe towarzystwo w cztery diabły i teraz owi nieszczęśnicy szukają Prawdy każdy na własną rękę. Od tych pamiętnych wydarzeń minęły już całe lata, a pałac w niejasnych okolicznościach ostał się krewnym jego dawnych posiadaczy. Na szczęście dawny klimat tego miejsca nie uległ zmianie, dlatego nadal cieszy się ono popularnością w kręgu tutejszych elit. Wyborowa partia muzykantów gra wstępniaki kolejnej fali gości. Z gardeł leją się słowa, kieliszek za kieliszkiem. Nowi gospodarze (nieco dziwaczni…) starają się zagaić rozmowę. Burgrabia z powagą ukręca końcówkę czarnego wąsa i wysłuchuje błyskotliwych uwag na temat najnowszych środków ochrony roślin stosowanych w hodowli kukurydzy, wtrącając czasem „Zaiste, to prawda”. Przytakuje przy tym masywną głową, która wygląda jakby odlano ją w brązie. A gdy muzyka zaczyna wybrzmiewać głośniej i atmosfera się rozluźnia na salony wkracza tajemnicza dama.

Autor

Google